Naciśnij ESC aby opuścić wyszukiwarkę

Broniewski bez uprzedzeń (W. Broniewski „Pamiętnik”)

Recenzje /

Coś dziwnego dzieje się z krajowym życiem literackim, skoro pierwszemu pełnemu wydaniu memuarów jednego z najważniejszych polskich poetów nie towarzyszy publiczna wrzawa. Czyżby wydany wcześniej Kronos wyczerpał medialny limit zainteresowania diarystyką?

Najnowsza edycja Pamiętnika Władysława Broniewskiego to wydanie krytyczne (fragmenty ukazywały się wcześniej m.in. w „Polityce” i w okrojonym wydaniu książkowym z 1984 r.). Zawiera szereg informacji dotyczących losów tekstu, pieczołowitości, z jaką chroniono zapiski w czasie wojny, i osobliwego znaczenia, jakie miały dla autora. Równie ciekawy co główna treść jest wstęp oraz uwagi i przypisy redaktora Macieja Tramera. Sam tekst został poddany jedynie niezbędnym ingerencjom redakcyjnym i korektorskim. Dzięki obcowaniu z jego prawie niezmienioną formą możemy bezpośrednio i „na świeżo” zmierzyć się z biografią poety. To istotna zaleta, zważywszy, że dorobek literacki Broniewskiego we wszystkich trzech wcieleniach państwa polskiego w XX wieku poddawany był różnym okrutnym zabiegom – próbowano wpisać go jednoznacznie w nurt komunistyczny, wpleść w oficjalną państwową propagandę i zohydzić jako obowiązkowy punkt programu szkolnych akademii – w końcu zaś okroić z niewygodnych dla historycznej wykładni III RP fragmentów.

Tymczasem losy Broniewskiego są skomplikowane w tym samym stopniu co polska historia. W jego biografii odbijają się wszystkie dylematy i tęsknoty kilku pokoleń Polaków.

Pamiętniki obejmują lata 1918–1922. Broniewski w tym czasie spełnia żołnierskie obowiązki, poszukuje własnego lirycznego głosu, z zapałem wdaje się w romanse i platonicznie zakochuje w wyidealizowanej „Białej”. Mało tu deklaracji politycznych, rozważań ideowych, niewiele zapowiada, że już wkrótce Broniewski stanie się poetą rewolucyjnym, orbitującym pomiędzy twardym komunizmem a PPS-owską wersją socjalizmu. Rdzeń jego poglądów stanowi patriotyzm, który znajduje potwierdzenie w nagrodzonych medalami czynach na polu bitwy. Broniewskiemu przyszło zmagać się z ukraińską armią Petlury, wojskami litewskimi, wreszcie: uczestniczyć w wojnie polsko-bolszewickiej, za co otrzymał medal Virtuti Militari.

Zapiski z frontu dalekie są od sztampy i oczekiwań, jakie żywić mogłaby wobec autora ta część literackiej publiczności, która chciałaby go wiązać tylko z liryką patriotyczną: Jak długo będę żył? I czy życie moje odpowiada wartości tej bolszewickiej awantury? Nie mogąc tego wyprowadzić logicznie, ulegam sile przyzwyczajenia, pewnego rodzaju ambicji i żyłce jakby sportsmeńsko-myśliwskiej. Broniewski przeżywa wojenne doświadczenia z dystansem wobec ideologii i polityki, choć jednocześnie z wiarą w słuszność walki o zagrożoną niepodległość. Próżno szukać w tych fragmentach zapisów patetycznych, patriotycznych uniesień, ale też znanej z ówczesnej literatury pacyfistycznej negacji przemocy.

Młodemu adeptowi poezji myśli zaprzątają jednak przede wszystkim wspomniane wcześniej romanse i poszukiwanie własnej dykcji, próby wybicia się na artystyczną niezależność. W młodzieńczych wierszach można odnaleźć echa młodopolskich fascynacji i innych modnych wówczas lektur.

Czy to zbyt mało, by zdobyć zainteresowanie krytyki i czytelników? Najwyraźniej tak. Pamiętnik nie nadaje się na obyczajową sensację, produkt literaturopodobny, sezonową atrakcję, która na krótko przyśpieszy liczniki wejść. Te staroświeckie zapiski na pierwszy rzut oka wydają się ledwie materiałem źródłowym dla historyków literatury. Ich zalety wynikają właśnie z braku powierzchownej atrakcyjności.

Wspomnienia kończą się 31 grudnia 1922 r. W ostatnich zdaniach rodzący się poeta wspomina o dalszych próbach wybicia się na liryczną oryginalność i owocnych spotkaniach z pisarzami w „Ziemiańskiej” (tu potrzeba drobnej dygresji: grupa literatów, do której należeli m.in. Anatol Stern, Mieczysław Braun i Aleksander Wat, została podsumowana słowami same Żydki, co stanowi paradoks tych memuarów. Brzydzący się antysemityzmem Broniewski nie waha się stereotypowo i nieco grubiańsko komentować pochodzenia spotykanych przez siebie osób). Zaczyna także rozumieć, że opisane w Pamiętniku lata były dla niego czasem ideowego i artystycznego dojrzewania. Podsumowuje je pomiędzy kolejnymi wyrazami rozczarowania własnymi próbami poetyckimi a refleksjami z lektury Żeromskiego: Ostatnie dwa miesiące dały wiele politycznych wypadków: ustąpienie Piłsudskiego, „faszyzm”, morderstwo Narutowicza. […] Konkretyzowało się polityczne poglądy. Z dawna już oscylowałem ideowo pomiędzy PPS a komunistami. Teoretycznie bliżej byłem komunizmu, praktycznie PPS. Tak jest i dotychczas. Zostałem członkiem Związku Niezależnej Młodzieży socjalistycznej.

O wartości Pamiętnika świadczy przede wszystkim jego niepozorność, wszelkie młodzieńcze nieudolności i przybierane pozy. Lektura rzuca światło na życiorys autora, lecz oferuje równie wiele, jeśli czytać ją w oderwaniu od postaci jednego z najważniejszych polskich poetów XX wieku. Broniewski przed debiutem okazuje się adekwatnym reprezentantem swojego pokolenia, wyrazicielem jego rozterek i nadziei. Z Pamiętnika da się wyczytać barwny i żywy obraz międzywojnia, bardzo daleki od narastających od dekad uproszczeń i przekłamań. To dobre, bezpośrednie i (pomimo młodzieńczej pretensjonalności) niewymuszone świadectwo czasów, obyczajów, literackich mód, sklejone z wojennym reportażem.

Broniewski traktował Pamiętnik jak osobistą kapsułę czasu. Cudem ocalały z wojennej pożogi zeszyt towarzyszył mu w ostatnich latach życia. Wracał do wspomnień młodości, czasami odczytywał fragmenty zaufanym przyjaciołom. Choć powstał bez zamiaru publikacji, jako śmietnik umysłowy, to czyta się go z dużą satysfakcją.

 

Władysław Broniewski

Pamiętnik 1918–1922

Krytyka Polityczna, 2014

Liczba stron: 544

Jan Bińczycki

(ur.1982) – bibliotekarz, publicysta, regionalista współzałożyciel kolektywu „Tłusty Druk”, co tydzień prowadzi program pod tą samą nazwą na kanale Reset Obywatelski.