opetanie
RECENZJE | 04.02.2013

Bóg, Diabeł, Tekieli

To było zwykłe grudniowe popołudnie. Wracające z pracy, zmęczone i jęczące klaksonami miasto kotłowało się w korkach. Zapadał zmrok. Przecisnąwszy się przez szpaler brudnych samochodów, stojących jak gdyby nigdy nic na przejściu dla pieszych, dotarłem do blado jarzącego się po drugiej stronie ulicy kiosku. Chciałem tylko kupić swój ulubiony tygodnik, gdy moim oczom ukazał się wolumin z nazwiskiem jednego z najbardziej charyzmatycznych twórców polskiej kultury lat 90. Robert Tekieli – Egzorcyzmy i opętania. 28 prawdziwych historii. 9,99 zł w tym 5% VAT. – Poproszę!

Książka, sygnowana logiem ważnego, opiniotwórczego dziennika dla przemądrzałych taksówkarzy pod tytułem „Fakt”, jest zbiorem tekstów, które ukazały się w innych renomowanych periodykach dla ekspertów lotnictwa i trotylu – „Gazecie Polskiej” i „Gazecie Polskiej Codziennie”. Prawdziwa mieszanka wybuchowa, można by rzec, pozostając nadal w kręgu nomenklatury zaczerpniętej z powyższych tytułów. Niestety, im bliżej przyjrzeć się książce Tekielego, tym więcej widać mgły, manipulacji i zaprzaństwa zdrowego rozsądku.

To niełatwe, mierzyć się z taką ikoną, jaką niewątpliwie jest legendarny twórca bruLionu. Niełatwe tym bardziej, gdy po jego dłuższym milczeniu do rąk czytelnika wpada pozycja taka właśnie, jak wspomniana książka. I choć poprzedniemu wydawnictwu Tekielego Zmanipuluję cię kochanie również można bardzo wiele zarzucić, to Egzorcyzmy i opętania… wydają się przypadkiem skrajnym. Już przy pierwszym kontakcie z tą książką czytelnik nie ma złudzeń – trzyma w ręku tanie czytadło wydrukowane na papierze przypominającym czasy świetności „Trybuny Ludu”. Pretensjonalna okładka z płomieniami i konturami trzymanego w dłoni krzyża dopełnia całości wrażeń estetycznych. A w środku nie jest lepiej. Huczne 106 stron tekstu poprzeplatane jest stockowymi, nie do końca zrozumiałymi (pewnie w zamyśle miały budzić grozę i niepokój) ilustracjami i zdjęciami rąk, szponów, ognia czy ludzi uprawiających wschodnie sztuki walki. Wszystko to świetnie współgra z rzeczonymi 28 przykładami opętań.

Tytułowych „prawdziwych historii” nie sposób traktować poważnie, gdyż Tekieli świadomie używa języka wyjętego wprost z czasopism w rodzaju „Bravo”. Być może ma to dodać realizmu snutym przez niego opowieściom, ale czy ktokolwiek wierzy, że publikowane we wspomnianym tygodniku listy w dziale „Mój pierwszy raz” mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością?

Już od pierwszych stron Robert Tekieli stara się wprowadzić czytelnika w nastrój grozy. Wzmianki o człowieku wymiotującym kawałkami radia czy dziewczynie lewitującej w trakcie spowiedzi na Przystanku Woodstock nie tylko pobudzają ciekawość, ale i mogą sugerować, że Diabeł właśnie muzykę wyjątkowo upodobał sobie do werbowania swoich wyznawców. Istotnie, dalej czytelnik dowie się, że opętanie powodują nie tylko death metal czy techno, ale nawet obcowanie z zespołem King Crimson. Niektórzy weszli w zło poprzez kulturę. Zabawowo traktowane wróżbiarstwo, pogańskie zabobony lansowane przez media, przez pop-satanizm – pisze Tekieli. A stąd już rzut beretem do powtarzanych jak mantra ostrzeżeń przed Harrym Potterem, sagą Zmierzch, przed grami komputerowymi i RPG. Wedle słów autora, nawet dieta niskobiałkowa, „obniżająca odporność na perswazję”, może być przyczyną zniewolenia. Groźna okazuje się też joga, po której ludzie widzą zjawy, oraz wschodnie sztuki walki, będące tańcem na cześć demonów. Na dowód tego autor przytacza przypadek Witolda Krimiela, prekursora aikido w Polsce, który przyznał się do uzależnienia duchowego. Czytelnik znajdzie tu także historię Ilony, której nigdy nie układały się relacje z partnerami, a rodzice wmawiali jej, że „[…] ty to sobie chłopa nie znajdziesz…”. Oczywiście egzorcyzmy uwolniły ją od tych problemów.

W perspektywie Tekielego świat wydaje się w całości zawładnięty przez Szatana, który czyha tylko na swoje ofiary. Paradoksalnie, w tych opowieściach, podpartych autorytetem księży-egzorcystów, w ogóle nie ma Boga. Zdaje się on nie istnieć lub beznamiętnie pozwalać na zawłaszczanie niewinnych dusz przez swojego adwersarza. Tekieli, poprzez przestrzeganie przed wpływem innych kultur, forsuje dziwaczną tezę o wyższości i jedynej słuszności chrześcijaństwa nad wszelkimi innymi wyznaniami, przez co daje do zrozumienia, że wszyscy spoza naszego kręgu religijnego będą potępieni. Autor raczy zapominać, że chrześcijaństwo istnieje dopiero od dwóch tysięcy lat, co zdaje się chwilą w porównaniu z wierzeniami hinduistycznymi, ukształtowanymi o wiele wcześniej, a które, mimo iż trwają do dziś, zwykliśmy traktować na równi z mitologią.

Książka Egzorcyzmy i opętania… wpisuje się w postępujący obecnie nurt pauperyzacji religii. Gigantyczne posągi papieży i Chrystusów, pojawienie się ekskluzywnego pisma „Egzorcysta”, opisującego ze śmiertelną powagą niestworzone bajki, od których odżegnują się nawet duchowni, czy rosnąca popularność bezceremonialnie tabloidyzującego religię Radia Maryja są dowodem wielkiego kryzysu wiary. W dobie coraz donioślejszych naukowych odkryć z dziedziny biologii, medycyny czy przyrody, racjonalnie tłumaczących zjawiska, w których dotąd dopatrywano się ingerencji Boga, chrześcijanom zaczyna go brakować. Wszystko staje się zrozumiałe, wytłumaczalne, sensowne i jednocześnie pozbawione mistycyzmu. Prowadzi to do odchodzenia od tradycji i do procesu, który Max Weber nazwał „odczarowywaniem świata”. Odpowiedzią na nie jest opisana przez Piotra Sikorę w „Tygodniku Powszechnym” religijność magiczna, która miesza ze sobą świat fizyczny i duchowy, dając wierzącemu złudzenie koherentności tego, czego nie rozumie, z tym, co zrozumiałe. I tak, według niej, pojawiające się na murach plamy, rany dłoni i stóp czy płyn wyciekający z figurek to efekt działania Boga, a stany ciągłej depresji, myśli samobójcze czy bezsenność – to sprawka Szatana. Robert Tekieli, przedstawiając działanie zabobonów, sam sprowadza religię do podobnej formy. Efektownym lub nawet groteskowym opisom działań Szatana blisko jest do stylistyki rodem z tanich horrorów. Potwierdzeniem tego niech będzie choćby forma wydania czy kolportacji, która niejako definiuje odbiorców tej książki. Nie zakładam, że sam Tekieli miał intencje w wyrachowany sposób ukierunkowane na zysk, ale z pewnością sygnatura bulwarówki na okładce każe się nad tym zastanowić.

Po przeczytaniu nowej propozycji autorstwa twórcy bruLionu nietrudno popaść w zakłopotanie. Przyjmując, że to, co pisze Tekieli, jest prawdą, nie tylko ja, ale też znaczna część moich znajomych powinna czuć się opętana przez Złego. Skoro jednak tak jest, to czy przypadkiem Szatan nie powinien uchronić mnie przed sięgnięciem po lekturę tak łatwo go demaskującą? A może to ja zostałem przez autora i wydawcę zmanipulowany w to chłodne, grudniowe popołudnie?

___

Robert Tekieli

Egzorcyzmy i opętania

Wydawnictwo M, 2012

Liczba stron: 108