gangster
ARTYKUŁY | 12.11.2013

Biznesmeni, pistolety i grill (kinowi gangsterzy)

Wielki wybuch mody na gangsterskie opowieści przypada na 1930 rok. Debiut, jakim był Mały Cezar Mervyna LeRoya, okazał się kinowym hitem i z marszu zahipnotyzował amerykańską publiczność. W kraju szalała prohibicja, wprowadzona dekadę wcześniej na mocy ustawy Volsteada. Wbrew zamierzeniom grupy polityków skupiającej konserwatywnych kongresmanów amerykańskich – nazywanych z racji swojego stosunku do alkoholu „suchymi” – ustawa, zamiast raz na zawsze wyplenić z Amerykanów pijaństwo, zadziałała odwrotnie. Wykreowała zjawisko zorganizowanej przestępczości, pozwalając ludziom z marginesu społecznego dorobić się fortuny. To, że proceder był nielegalny, tym skuteczniej wpływało na wysokość cen. Pili wszyscy – robotnicy, policjanci, politycy i artyści. Alkoholowe eldorado kwitło, pieniądze się mnożyły.

GANGSTER ARCHETYPICZNY

Przełom lat 20. i 30. XX w. to okres, w którym władza skupiała się w rękach takich ludzi jak Arnold Rothstein, uważany za ojca-wynalazcę przemysłu mafijnego, a także Johnny’ego Torrio, Ala Capone i innych, którzy awansując w hierarchii przestępczej, przejmowali rządy od swoich mentorów. Do takich należeli Lucky Luciano czy Meyer Lansky. Szefowie przemysłu filmowego, dopiero co udźwiękowionego, uznali, że czas najwyższy, by stworzyć filmowe odpowiedniki tych postaci. Pierwsze próby nie były złożonymi konstrukcjami fabularnymi. Dominowała prosta historyjka, gdzie główny bohater wywodzący się z biednego środowiska wielkomiejskich slumsów – imigrant, najczęściej Włoch lub Irlandczyk – pnie się mozolnie po szczeblach kariery gangsterskiej, osiągając przy tym szacunek podwładnych i podziw otoczenia. Schemat losów poszczególnych bohaterów został zarysowany w ten sposób we wspomnianym już Małym Cezarze oraz w kolejnych produkcjach: Wrogu publicznym numer 1 Williama Wellmana z 1931 roku czy Człowieku z blizną Howarda Hawksa nakręconym rok później. Kino wykreowało swoich pierwszych ekranowych kryminalistów, którzy zawładnęli masową wyobraźnią, a aktorzy wcielający się w ich role – Edward G. Robinson jako Rico Bandello i James Cagney, filmowy Tom Powers – od tej pory będą nierozłącznie kojarzeni z narodzinami nowego gatunku. Jedynie Paul Muni grający Tony’ego Camonte uniknie w przyszłości podobnego zaszufladkowania.

W pierwszych scenach filmu Hawksa widzimy człowieka sukcesu. Wynika to z kontekstu – odbywa się wielkie przyjęcie, każdy zwraca się do bohatera per Big Louie. W pewnym momencie na ekranie pozostaje jedynie on sam. Widza ogarnia wrażenie grozy – morderca być może już czai się za rogiem.

Na tym zasadza się konwencja wczesnego filmu gangsterskiego. Całe życie gangstera polega na tym, by stać się niepowtarzalną indywidualnością, wybić się z tłumu i być Kimś. Marzenie to sprawia, że zostaje on w kulminacyjnym momencie zabity. To swoista kara, jaką wymierza mu się za to, co zdołał osiągnąć. W pewnym sensie postać gangstera stanowi produkt masowej wyobraźni, lecz zanadto śmiały, by dał się zrealizować – dlatego zostaje unicestwiony przez innych. Gangster jako bohater tragiczny to bezustannie przewijający się motyw oraz swoisty morał płynący z tych opowieści. Widz przyzwyczajony w kinie do specyficznej formy zabawy, zaczyna zastanawiać się nad swoim życiem – może warto zaryzykować, skoro i tak nie ma się nic do stracenia? ,,Oto Ameryka – kraj niezrównanych możliwości, nie urodzenie, a samozaparcie decyduje o tym, kim jesteś. Jeżeli masz odwagę – wykorzystaj to”. Co prawda to nie kino było główną przyczyną rosnących obaw o stan bezpieczeństwa na ulicach czy nasilenia walk między gangsterami, ale na pewno odegrało dość ważną rolę. Należało dać społeczeństwu jasny przekaz, że zbrodnia – nawet ta ekranowa – nie popłaca.

 

GANGSTER ROMANTYCZNY

Istnieje kilka mitów dotyczących genezy Ojca Chrzestnego. Mario Puzo do pisania ponad pięciusetstronicowego tomiska zabrał się z dosyć trywialnego powodu. Potrzebował pieniędzy, bo do wykarmienia miał w domu sporą gromadkę dzieci. Wiedział, że musi napisać coś, co będzie żyło dłużej niż jeden sezon, co musi posiadać pierwiastek oryginalności. Produkt, którego celem było dotarcie do masowego czytelnika, nie mógł opierać się na wytartych schematach. Czynnikiem X definiującym zapotrzebowanie okazały się pewna tajemniczość i niedostępność (sfera zarezerwowana dotąd tylko dla nielicznych). Początkowo Puzo nie myślał nawet o podejmowaniu tak drażliwego i delikatnego tematu, jakim jest zjawisko zorganizowanej przestępczości, w której nowy typ mafiosa, skrywający prawdziwe oblicze za maską etosu i poszanowania rodzinnych tradycji, bezwzględnie rozprawia się ze wszystkimi, którzy stają mu na drodze. W wywiadach prasowych opublikowanych po ukazaniu się książki, która stała się kanwą filmu Francisa Forda Coppoli, pisarz dowodził z uporem, że jest to utwór koncentrujący się na sile rodziny i wielkiej przyjaźni. Interesy stanowią jedynie uzupełniające opowiadanie tło. Być może miał rację, próbując podsuwać taką interpretację – niedługo po premierze książki przeróżne włoskie stowarzyszenia działające na terytorium USA zaczęły namawiać czytelników do bojkotu dzieła. Kiedy to nie skutkowało, przedstawiciele różnych organizacji wykupywali egzemplarze, by następnie je spalić – niczym na heretyckim stosie. Oczywiście rezultat był taki, że każdy chciał książkę zdobyć, szybko więc zyskała status bestsellera. A po filmie Coppoli – ikony popkultury.

Coppola nakręcił Ojca Chrzestnego w wyjątkowym dla Stanów Zjednoczonych 1972 roku. W kraju trwały protesty przeciwko przedłużającej się wojnie w Wietnamie, a politycznym tematem numer jeden była afera Watergate. Potrzebowano bohatera, który przypomni ludziom o duchu przedsiębiorczości, nie pomijając przy tym sfery uczuciowej. Kino wzięło na siebie ten obowiązek i odpowiedziało na zapotrzebowanie lepiej niż kiedykolwiek.

W Ojcu Chrzestnym nie obserwujemy już jednostki zmagającej się z systemem, wymachującej rewolwerem na prawo i lewo. Widzimy sprawnie działającą strukturę mafijną przynoszącą zyski sięgające setek milionów dolarów, oplatającą swymi mackami sferę polityki i wielkiego biznesu, prowadzoną przez charyzmatycznego przywódcę Don Corleone (granego przez Marlona Brando). Zwykła gangsterka, jaką karmiono widzów w latach 30. – akcja Ojca Chrzestnego dzieje się w latach 1945–55, niecałe dwie dekady po pojawieniu się Małego Cezara – przekształciła się w skomplikowaną opowieść o wpływowej korporacji o rozległej władzy w kraju i poza nim. Warstwa estetyczna filmu przemawia do widza swoim romantyzmem i pielęgnacją wartości, spośród których na czoło wybija się rodzina przez duże R. W kolejnych częściach sagi Michael Corleone (jako następca Don Vita) sprzeniewierzy się tym ideałom i poświęci więzy rodzinne na rzecz interesów i żądzy władzy. Obraz zostaje doskonale wysterylizowany (fałszywy patos, będący elementem etosu mafiosa, czyni z Micheala dobrego wujka, który niczym Wałęsa w sytuacji kryzysowej stwierdza nie chcem, ale muszem), pozbawiony wszystkiego, co wymyka się nowym konwencjom gatunku, jakie wprowadza Coppola. Sztuczka narracyjna w przypadku „Ojca Chrzestnego” polega na tym, że zahipnotyzowany widz w pewnym momencie ulega wrażeniu, że patrzy na bohaterów pozytywnych. Dlatego wielu uważa dzieło za sztuczne, idealizujące wizerunek współczesnych królów świata. Bo przecież gangster – zgodnie z obowiązującą dotąd recepturą – powinien być zły.

 

GANGSTER KOMEDIOWY

Serial Boardwalk Empire (Zakazane Imperium, którego czwarty sezon można od tygodnia oglądać na HBO Polska) przenosi widza do Ameryki burzliwych lat 20., dokładniej do Atlantic City. Tam rozgrywa się kardynalna część fabuły. Główny bohater to Enoch „Nucky” Thompson (w tej roli Steve Buscemi), ktoś z machiny politycznej Partii Republikańskiej mający polityczne aspiracje do rządzenia całym Nowym Jorkiem. „Nucky” dzieli swój czas pomiędzy uczestniczenie w okolicznościowych wiecach, gdzie zabiega o głosy wyborców, oraz – z dala od uwagi wścibskich reporterów i dziennikarzy – przemycanie i sprzedawanie pokątnie sporych ilości nielegalnego alkoholu. W serialu przewijają się nazwiska, o których była już tu mowa – Rothstein, Torrio, Capone, Luciano. Mafia i tym razem zostaje sportretowana jako groźna, wciąż aktualna jest zasada „lepiej trzymaj język za zębami, a nic ci się nie stanie”. Nie bez znaczenia jest fakt, że do współpracy przy kręceniu serialu zatrudniono Martina Scorsese, który stworzył kanon filmów gangsterskich dekady lat 90. i później (Chłopcy z ferajny, Kasyno). Zapewne dlatego Zakazane imperium, chcąc-nie chcąc, świadomie zwraca się w rejony mocno eksploatowane przez twórców kinowych. Czuć w nim trochę przygodnej atmosfery przypominającej Dawno temu w Ameryce Sergio Leone, a trochę maniery Ojca Chrzestnego (przede wszystkim postać Nucky’ego). Ale to jego „starszy brat” – emitowana w HBO przez sześć sezonów Rodzina Soprano dała sygnał, że „nowe” już puka do dawno nieotwieranych drzwi.

Poprzednik Boardwalk Empire łamie praktykowaną od lat konwencję filmów gangsterskich. Tony Soprano to już nie tylko twardziel, podejmujący kluczowe decyzje w interesach i w życiu rodziny mafijnej, to także mąż, ojciec i syn mieszkający na przedmieściach New Jersey, mający ciągłe kłopoty ze starą matką i chodzący do psychiatry (ujawnienia tego faktu boi się najbardziej). Gdybyśmy – jako widzowie – nie wiedzieli, że jest mafiosem, wyglądałby na normalnego, sfrustrowanego swoimi obowiązkami, niczym niewyróżniającego się z tłumu człowieka. Członek mafii rozmawia z sąsiadami, gra w golfa, smaży kiełbaski na grillu – z poziomu zarezerwowanego tylko dla wybranych schodzi wreszcie na ziemię. Zostaje odarty z szat, w jakie jego ekranowi poprzednicy zostali ubrani przez Coppolę czy Scorsese.

W serialu pojawia się mnóstwo nawiązań do tradycji filmów gangsterskich, czego próżno doszukiwać się w innych produkcjach tego typu. Odniesienia te służą zazwyczaj jako luźne wstawki, wywołując czasami zupełnie komiczny efekt. Bo w Rodzinie Soprano chodzi również o to, żeby się pośmiać. Ani śladu patosu, nawet pozostali towarzysze Tony’ego to ubrane byle jak grubasy, całymi dniami przesiadujący w barze Baga Bing albo rzucający sprośne żarty przy grze w bilard. Nie ma tu smukłych mężczyzn z włosami ułożonymi brylantyną, w szytych na miarę i idealnie leżących garniturach. Nawet sprawy z pozoru istotne dla działalności organizacji zyskują nieraz komiczne oblicze. Wujek Tony’ego, Corrado Junior, jako szef jest obiektem kpin i żartów, a kluczowe decyzje zapadają za jego plecami. Czy Michael Corleone pozwoliłby sobie na takie traktowanie?

Jak każdy gatunek, także film gangsterski ewoluuje i choć we współczesnym kinie trudno wymyślić coś oryginalnego, produkcje te nadal cieszą się trwającym już ponad osiem dekad powodzeniem. Na Wroga publicznego Michaela Manna, w którym Johnny Depp gra legendarnego złoczyńcę i rabusia banków Johna Dillingera, w 2009 roku poszła do kin spora liczba widzów. Poszła, bo nadal uwielbia oglądać historie o śmiałkach potrafiących wziąć los w swoje ręce i spełnić marzenia o sławie i bogactwie, mimo że ich status społeczny gwarantuje co najwyżej pracę od rana do nocy w jednej z brudnych fabryk w swoim mieście. Dzięki determinacji zyskali status ikon popkultury, zapisując się na stałe w annałach historii, także tej filmowej.