balkany
ARTYKUŁY | 11.02.2013

Bałkany wyobrażone raz jeszcze („Oko na Bałkany: Serbia”)

„Jestem masochistą” – mówi o sobie bohater filmu Życie i śmierć porno gangu, niespełniony reżyser, który poszukiwania filmowego artyzmu zakończył na kręceniu produkcji pornograficznych. Satysfakcja osiągnięta przez artystyczne poniżenie to ekstrawagancja, na którą może sobie pozwolić niewielu. Rolę poddanego filmowej dominie swobodnie gra Tarantino – wyobrażam go sobie czerpiącego niewyobrażalną rozkosz z odgrywania scen ujarzmienia i prób buntu. W serbskim kinie tak pogrywać z materią udawało się chyba tylko Makavejevovi i jego kolegom z „czarnej fali”. Trudno zresztą mieć nadzieję, że z roli przywódcy zrezygnują ci, którzy w czasach powstawania i  premiery Wściekłych psów musieli zapomnieć o tworzeniu na rzecz wojny. Prawie żadnemu filmowi w przeglądzie Oko na Bałkany nie udało się uciec od autorytarnego przywództwa reżysera-demiurga i męczącego śladu jego obecności. Kilku produkcjom to jednak nie zaszkodziło.

O Śmierci człowieka na Bałkanach pisze się, że jest to film o stereotypach, o tym, co serbskie. Gdyby jednak zrobić go w Polsce, jedyną różnicą w zachowaniu bohaterów byłaby kultura picia wódki: u nas nie marnuje się ani kropli (na Bałkanach tradycją jest odlanie kropli wódki na ziemię przed wypiciem reszty zawartości kieliszka, ma być to trunek dla zmarłego). Właściciel mieszkania, w którym toczy się cała akcja, swoim samobójstwem wyznacza początek fabuły. Nie opuszcza jednak scenerii do końca filmu. Z jednej strony – cały czas widzimy leżące na podłodze ciało. Z drugiej – właściciel i zarazem reżyser tuż przed dość dramatycznym zawiązaniem akcji włącza kamerkę rejestrującą dalsze zdarzenia. Po wystrzale do pokoju wbiega sąsiad, potem drugi, wpadają ich żony i kolejno: pracownik domu pogrzebowego, agent nieruchomości, lekarz, policjanci i na koniec – dostarczyciel pizzy. Posiłek zresztą zostaje opłacony przez samego właściciela domu. Dobitny dowód na słowiańską gościnność. Sprawca całego zdarzenia jest kompozytorem, a film to jego ostatnie dzieło. Dla sąsiadów to osoba z elity, ktoś niedostępny i nieznany, dlatego jest idealnym katalizatorem w reakcji sublimacji absurdu, zdzierania powłok etykiety z pozornie przypadkowych świadków zdarzenia – nad wyraz przeciętnych mieszkańców betonowych wieżowców.

Większa część filmu to oczekiwanie, a samo działanie jest tutaj kpiną – to Śmierć pana Lazarescu przepisana na czarną komedię. Gra charakterów podobna jest z kolei do Rzezi Polańskiego, a filmowi przysłużyłoby nie tylko nazwisko Romana, ale i rozwinięcie ogromnego potencjału filmu. Śmierć człowieka na Bałkanach to komedia, czasem błyskotliwa, czasem prostacka, wciągająca za sprawą gry aktorów i paradoksalnej dynamiki jednego ujęcia. Dzięki autotematycznemu wątkowi (nagrania jako dziwnej kreacji artystycznej czy może nietypowej ostatniej woli samobójcy) film staje się, jak pisał Ben Nichols, bardziej zgrabnym i inteligentnym osiągnięciem niż zdawał się być początkowo. Film wchodzi do polskiej dystrybucji.

Serbskie kino, jak polskie, toczą kompleksy i historyczne traumy, co przekłada się na poszukiwania form tak nieznośnie wyszukanych, a jednocześnie wtórnych, że tym razem lepiej dać odetchnąć od tematu i krytyce, i filmom, które podczas Oka na Bałkanach te słabości zdradzały. Parada Srdjana Dragojevića jest zresztą najlepszym przykładem na to, że publiczność wybacza spiętrzenie klisz, jeśli tylko prostolinijna naiwność wykorzystana jest we wzniosłych celach i tworzy tzw. nice movie. Jak twierdzi sam reżyser, jego filmy robione są dla przeciętnego człowieka z ulicy. Kto więc potrafi zrezygnować z krytycznego podejścia na rzecz uśmiechu i rozrzewnienia, odnajdzie w opowieści o pierwszej paradzie gejów w Serbii nutę kojącego sentymentu.

Życie i śmierć porno gangu (uważany przez znanego serbskiego filmoznawcę za jeden z najlepszych rodzimych filmów) nacisk kładzie na pojedyncze sceny, podczas gdy narracja pozostaje w tle. Bohaterowie nagrywają specyficzny film porno. Żołnierz pyta roznegliżowaną „księżniczkę nocy”, czy pozwoli mu zapomnieć również o wojnie. „Oczywiście, tej nocy jestem wszechmogąca” – odpowiada księżniczka i po erotycznym tańcu rozłupuje mężczyźnie czaszkę drewnianym młotkiem. Takich metafor Djordević rozsiał wiele, ale nie prowadzą one do satysfakcjonującej pointy, na jaką czekali również sami bohaterowie filmu i – niestety – się nie doczekali.

Oko na Bałkany zakończyło się z dniem wręczenia nagród w Sundance, gdzie Serb, Srdan Golubović, odebrał nagrodę specjalną Jury. Jego poprzedni film Pułapka to kino, którego na przeglądzie zabrakło: niebawiące się formą, dojrzałe, uniwersalne i, chociaż dalej nie wiadomo, co to znaczy, europejskie. Odsuwa ono widza od mitu Serbii i Bałkanów, a przenosi akcent na człowieka. Spokojnie i pewnie, bez szastaniny środków i dialogów – bo Oko było w dużej mierze przeglądem form.

———–

Oko na Bałkany to program cyklicznych wydarzeń filmowych przedstawiających polskiemu widzowi dynamicznie rozwijające się kinematografie w tym kulturowym tyglu. W dniach 08.02–14.02 przegląd odbędzie się w kinie „Światowid” w Katowicach, 1521.02 w krakowskim kinie Kika