BAŁKANY
RECENZJE | 17.03.2014

Bałkany odczarowane (M. Todorova „Bałkany wyobrażone”)

Obszar badawczy od późnego średniowiecza do XXI wieku, prawie 800 stron, w tym 70 samej bibliografii, przeszło 750 przypisów – nie przytaczam tych danych, żeby zniechęcić do sięgnięcia po opus magnum Marii Todorovej. Przeciwnie, zależy mi na tym, żeby pokazać, iż wnikliwość historycznego studium naukowego nie musi przeczyć jego przystępności. Bałkany wyobrażone, głównie dzięki autorskiemu zaangażowaniu, śledzi się bowiem niczym brawurową mowę oskarżycielską znaną z hollywoodzkich legal drama – jednak wolną od łzawych porównań i infantylnych przykładów – w której zapomniane, archiwalne źródła okazują się zaskakującymi dowodami w sprawie.

Studium przemocy

Rozwijając to sądownicze porównanie, można powiedzieć, że poszkodowanym, którego praw broni Todorova, są tu Bałkany. Autorka swoją skomplikowaną relację z przedmiotem badań określa już w dedykacji otwierającej książkę: Rodzicom, od których nauczyłam się kochać Bałkany – nie musząc ani być z nich dumna, ani się ich wstydzić. Czy można jednak stwierdzić, że na ławie oskarżonych zasiada tu cywilizacja zachodnia? I tak, i nie. W swojej krytyce zachodniej, (post)kolonialnej umysłowości Todorova jest rzeczowa, powściągliwa i chłodna. Jedynie w jej ironii i sarkazmie, często pojawiających się na kartach Bałkanów…, można wyczuć uzasadniony gniew. Niewątpliwie był on reakcją na kontekst towarzyszący powstawaniu książki – czas wojen domowych w Jugosławii, w którym z pierwszych stron gazet nie schodziły wieści o „kolejnej bałkańskiej jatce”, o „odwiecznym bałkańskim okrucieństwie”, o „znów niespokojnych Bałkanach”… Był to także okres, w którym wielu intelektualistów z półwyspu odczuło imperatyw zabrania głosu i stanięcia w obronie Bałkanów. Na skutek tego powstało wiele tekstów wybitnych (np. eseje Dubravki Ugrešić), ale i, niestety, wiele słabych i szytych grubymi nićmi. Ich autorzy, odpłacając społeczeństwom zachodnim pięknym za nadobne, nierzadko ulegali pokusie przedstawiania Zachodu w sposób statyczny – jako świata hedonistycznych cyników i pogoni za pieniądzem. Taką upraszczającą perspektywę stanowczo odrzuciła Todorova. Bułgarska badaczka nie uległa także innej, łatwo narzucającej się formie, nakazującej bronić Wschodu poprzez dowodzenie, jaki to on nie jest „cywilizowany” i „wyrafinowany”. Dobrze znamy tę formę – z rozmów przy piwie z obcokrajowcami z bogatszej części kontynentu, czy z Gombrowicza:

Owoż, że to pisarzem jesteś, ja bym tobie pisanie artykułów do gazet tutejszych wychwalające, wysławiające Wielkich Pisarzów i Geniuszów naszych zlecił, a za to krakowskim targiem 75 pezów na miesiąc zapłacę… bo więcej nie mogę. […] Kopernika, Szopena lub Mickiewicza ty wychwalać możesz… Bójże się Boga, przecie my Swoje wychwalać musiemy, bo nas zjedzą!

Strategia Todorovej jest w gruncie rzeczy prosta. Autorka postawiła sobie za cel prześledzić w żmudny, „archeologiczny” sposób kształtowanie się zachodnich wyobrażeń na temat Bałkanów; pokazać narodziny ich nazwy – wywodzącej się z języka tureckiego, ale rozpowszechnionej przez zachodnioeuropejskich intelektualistów; uwypuklić moment (przełom XIX i XX wieku), w którym określenie „Bałkany” straciło swą geograficzną neutralność i stało się popularnym stereotypem czy nawet stygmatem posiadającym na podorędziu szereg publicystycznych klisz w stylu „bałkańskiego kotła”, „bałkańskiej beczki prochu” czy politycznej obelgi (określenie Hobsbawma), jaką do dziś jest „bałkanizacja”.

Z tej historycznej narracji wyłania się wielowarstwowy obraz nie tyle samych Bałkanów, ile tych, którzy na nie patrzyli. Mimo że mamy do czynienia z książką naukową, jest to obraz bardzo plastyczny. W opowieści Todorovej spotykamy podróżników, Conradowskich Kurtzów, których misjonarski zapał i orientalistyczne mrzonki grzęzną w codziennym błocie Bałkanów, wywołując  wstręt i prowokując do nienawistnych sądów. Widzimy aktywistki, które lęk przed obcością rekompensują sobie filantropijną pasją. Przyglądamy się pracy buchalteryjnych naukowców tworzących teorie w oderwaniu od ludzi, których  dotyczą, i „mężów stanu”, którzy wykorzystują je do realizacji swoich politycznych ambicji. Ten portret zachodniej podmiotowości uchwycony w konstytutywnym dla niej momencie – wyjścia poza własny, bezpieczny świat – jest bezlitosny i druzgocący. Bądźmy jednak sprawiedliwi: Todorova przytacza także wiele życzliwych i samokrytycznych relacji o Bałkanach, i na jej korzyść przemawia fakt, że nie traci ich ze swojego pola widzenia.

Tym sposobem Bałkany wyobrażone stanowią wnikliwe studium symbolicznej przemocy i wykluczenia. Nie byłoby ono kompletne, gdyby nie uwzględnić w nim także drugiej, represjonowanej strony konfliktu, czyli samych mieszkańców Bałkanów. Dzieło Todorovej dostarcza wielu ciekawych spostrzeżeń także na temat kształtowania się peryferyjnej tożsamości. Jawi się ona jako skomplikowana i rozpięta między skrajnymi biegunami – między mimikrą dążącą do upodobnienia się do kulturowego centrum a nacjonalistycznym fundamentalizmem zamykającym się przed wszystkim co obce.

Bałkany a sprawa polska

Warto wspomnieć o jeszcze jednym „bohaterze” Bałkanów wyobrażonych, którego obecność czyni je szczególnie atrakcyjnym dla polskiego czytelnika. Jest nim jegomość w znoszonej marynarce i pod niemodnym – ale zawsze starannie zawiązanym – krawatem; intelektualista o skrytych ambicjach salonowca, który dużo mówi o wartościach europejskich, o dziedzictwie, o gospodarce wolnorynkowej. Często przy tym napomyka coś o „barbarzyńskim Wschodzie”, „bizantynizmie” czy o „wrogu u bram” – zawsze z wyrazem najwyższej wzgardy na twarzy. Jest nim środkowoeuropejski dysydent zza żelaznej kurtyny przełomu lat 80. i 90.

Nie chcąc pisać o Zachodzie jako o abstrakcyjnej całości, Todorova omawia rozwój dyskursu bałkanistycznego w różnych narodowych/regionalnych kontekstach. Jeden z rozdziałów poświęca Europie Środkowej i, nie da się ukryć, jest to najbardziej jadowita część jej książki. Badaczka oskarża laickich fanatyków koncepcji Europy Środkowej o europejski fundamentalizm skrywający głębokie uprzedzenia. Obnaża ich chęć symbolicznego odcięcia się od reszty obszaru poradzieckiego w celu osiągnięcia wymiernych politycznych i ekonomicznych korzyści. Gdy czyta się niektóre wypowiedzi przytaczane w Bałkanach wyobrażonych (lub gdy przegląda się polską prasę lat 90., w której wątki „powrotu do Europy” i „ucieczki ze Wschodu” powracały wręcz obsesyjnie), trudno nie zgodzić się z Todorovą. Wyobrażone Bałkany, podobnie jak wyobrażona Europa Wschodnia, w tym mitteleuropejskim żargonie zawsze symbolizowały ciemną stronę mocy, co – w swoim stylu – demaskował już Žižek:

Studium Todorovej czytane z polskiej perspektywy pozwala nie tylko krytycznie przyjrzeć się powszechnie hołubionemu okresowi naszej historii najnowszej. Uświadamia także zmienność i umowność postrzegania zjawisk społecznych. Przed 1989 rokiem określenie „Bałkany” niemal nie istniało w powszechnym obiegu, a największe państwo regionu, Jugosławia, dla większości Polaków było „prawie Zachodem”, krainą względnego dobrobytu i wolności. Negatywne stereotypy na temat półwyspu odżyły dopiero wraz z krwawym rozpadem federacji – bez względu na to, iż większa część Bałkanów, co często podkreśla Bułgarka Todorova, pozostała nietknięta przez wojnę.

Dziś określenie „bałkański” nie budzi tych samych skojarzeń co dwadzieścia lat temu. Dla unijnych polityków „Bałkany Zachodnie”, spacyfikowane i podzielone na państwa narodowe, stały się kolejnym punktem w kalendarzu rozszerzenia UE. W związku z tym wskazane jest podkreślanie ich wielowiekowych związków z cywilizacją europejską. Europeizm stał się doktryną dominującą także na samym półwyspie, często przyjmując karykaturalne formy, tak jak w projekcie historyzującej przebudowy macedońskiego Skopje. Z drugiej strony, w przemyśle turystycznym Bałkany odgrywają rolę swojskiego, bo przecież w znacznej mierze słowiańskiego, podręcznego orientu; są przestrzenią męskiej przygody i dobrej zabawy, której ikonami stały się rakija, turbo folk i festiwal Guča.

Obecność takich książek jak Bałkany wyobrażone daje nadzieję na to, że rzeczywistość półwyspu zaczniemy postrzegać w sposób bardziej złożony. W posłowiu do drugiego wydania (pierwsze ukazało się również nakładem Czarnego w 2008 r.) autorka jeszcze raz podkreśla wielowarstwowość historii i tożsamości Bałkanów, których dziedzictwa nie da się ograniczyć do jednego kręgu kulturowego. Dotyka tam także problemu współczesnego znaczenia Bałkanów. Ogranicza się jednak do polityki i szybko zmienia temat, zagłębiając się w dość akademickie rozważania nad związkiem bałkanizmu i postkolonializmu. Z tego powodu „rozszerzenie” trochę rozczarowuje i przyznam, że znacznie bardziej od wznowienia Bałkanów… wolałbym zobaczyć na półkach – cały czas niewydaną po polsku – antologię Balkan as Metaphor.

 

Maria Todorova

Bałkany wyobrażone. Wydanie 2, rozszerzone

Przeł. Piotr Szymor i Magdalena Budzińska

Czarne, 2014

Liczba stron: 768

Paweł Pijanowski

Paweł Pijanowski

(ur. 1987) – absolwent filologii polskiej i europeistyki, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Naukowo i pozanaukowo interesuje się tożsamościami Europy Środkowej i Bałkanów, pograniczem kulturowym i pisaniem o podróżach. Lubi włóczyć się po miastach i bezproduktywnie gapić się na google maps. Pracuje w Księgarni Młodej.