popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | Aż tak dobry kryminał? (G. Grzegorzewska „Kamienna noc”)
Grzegorzewska_Kamienna-noc_m
RECENZJE | 13.06.2016

Aż tak dobry kryminał? (G. Grzegorzewska „Kamienna noc”)

Literatura polska nie rozpieszcza czytelników. Owszem, daje pracę literaturoznawcom, ale rzadko jest w stanie zachwycić czymś więcej niż książką ukazującą kondycję człowieka w… lub coś tam demaskującą. Czasem jednak warto dać jej szansę.

W prozie trudno czymś zaskoczyć, bo odkąd się sprzedaje, pisarze eksperymentują jedynie z aktualnie rządzącymi nią konwencjami. Najlepiej jednak zaskakiwać opowiadaną historią. Bo ładnie i przejrzyście bajdurzyć potrafi niejeden, ale wynaleźć sensowną opowieść – to już sztuka.

A właśnie Gai Grzegorzewskiej się ona udała. Udała, bo autorka dostarczyła książkę, którą można opowiedzieć w knajpie, na spacerze, na imprezie rodzinnej i wszyscy chętnie posłuchają (ileż można pytać, co u tego, co u tamtego i cieszyć się, że źle). Tej lektury właściwie nigdzie nie trzeba się wstydzić, bo doceni ją zarówno profesor, jak i znudzona pracownica hostelu.

W czym zatem tkwi sekret Kamiennej nocy? Ha! Gdybym wiedział, to by mnie ta powieść nie zachwyciła. Mogę więc jedynie dzielić się wrażeniami z przyjemnej lektury, bo dobrze napisane książki służą do czytania i ani myśli się rozbrajać ich na części pierwsze.

Zacznę więc może nie od kazirodczej miłości, którą autorka ukazała groźnie i groteskowo zarazem, ale od niezwykle żywo nakreślonych postaci. Gaja Grzegorzewska nie używa jakiegoś nadzwyczaj intensywnego języka, a czytając jej powieść, ma się wrażenie obcowania z żywymi organizmami. Podczas lektury ani przez chwilę nie myśli się o interpretacji, bo w książkę wchodzi się jak w masło. A perspektywa zmienia się co i rusz, zmieniają się też osoby mówiące i style językowe. O dziwo, wszystko gra! Kamienna noc amczy w sobie mnóstwo niecodziennych środków literackich, które w obcowaniu z tekstem nie powodują żadnych zgrzytów. Było w tym spore ryzyko, ale wszystko się udało. Czytelnik rzucany jest z jednego końca historii do drugiego, z wartkiej narracji do notatki prasowej, z akcji do obłąkańczej, delirycznej refleksji. I wciąż chce się to czytać. Brawo!

No dobrze, może więc nie w formie tajemnica, ale w historii? I tu nie zdradzę zbyt wiele, bo choć historia jest nietypowa, to jednak mamy do czynienia z kryminałem. Mam nadzieję, że żaden recenzent nie bredzi w tym momencie o Tarantino, bo postaci z filmów Quentina dysponują jedynie spluwą i ciętą ripostą, a u pani Gai… no właśnie! Jest nieprawdopodobnie, trochę z przymrużeniem oka, lecz jednocześnie niesamowicie realnie i… polsko. Obcując z tą literaturą, ma się pełną świadomość dziejących się cudów. To nic, że punktem wyjścia jest kazirodcza miłość, a punktem dojścia zbrodnia.

Jaki jeszcze medal w tej nadzwyczaj serdecznej recenzji trzeba przyznać? Medal za bezpretensjonalną cielesność. Bo choć „sex and violence” są głównym tworzywem Kamiennej nocy, to jednak ani ten seks nie jest jak z pamiętnika pensjonarki, ani ta przemoc nie wygląda jak zwierzenia żołnierza SS. Nie ma nadmiernego efekciarstwa, a książka i tak prezentuje się efektownie. I to jest chyba jej sekret. Wszystko jest doskonale dopracowane –opr, co się dzieje, dzieje się, kiedy trzeba. Jak w idealnie skomponowanej sonacie: zaakcentowane normy gatunkowe, indywidualność bogato wyrażona.

Gaja Grzegorzewska oczywiście od dawna była drzemiącym wulkanem. Jej twórczość wyrastała jednak pod jarzmem Krakowa Marcina Świetlickiego. Dotychczasowe dzieła wciąż jeszcze młodej pisarski były, w mojej opinii, zbyt głęboko zanurzone w poetyce krakowskiego noir. Można było zarzucić autorce hermetyzm, zwłaszcza czytając np. Betonowy pałac.

W Kamiennej nocy Kraków też jest obecny, ale jakoś nie przeszkadza. Prezentuje się jak każde inne miasto i to chyba najlepszy sposób jego prezentacji. Dość już egzaltowania się w tym cumulusie smogu.

Na końcu. jakoś tak mało ekstrawagancko, zachęcę wszystkich do lektury. Bo kiedy zdarza się przemoc, może i lubią, drodzy czytelnicy, patrzeć, ale kogo tam zadowala samo patrzenie? A Kamienna noc to nie lada rozróba. Da się ją odczuć na własnej skórze.

 

Kamienna noc

Gaja Grzegorzewska

Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 436

Konrad Janczura

Konrad Janczura

(ur.1988) - akademicki rozbijaka o różnorakiej opinii. Lubi książki i muzykę, pisze naraz o jednym i o drugim. Autor opowiadań, w Ha!arcie prowadzi cykl "Kresy nie istnieją".