asterix
ARTYKUŁY, VARIA | 20.04.2015

Asterix u Polaków: jak by to było?

Urodziłem się w Łodzi, a nie w Nowym Jorku, moje miasto to syf! – śpiewał kilka lat temu zespół Cool Kids Of Death. Byłem na wsi, byłem w mieście, byłem nawet w Budapeszcie, wszystko ch** – wykrzykiwał z kolei warszawski neurolog Kuba Sienkiewicz. A wiosną niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę – myśli rozmarzona studentka polonistyki. A tu ani wiosny, ani Polski. A może jednak?

Narzekanie oraz narzekanie na wszędobylskie narzekanie są w kraju nad Wisłą stałym punktem w każdego rodzaju publicystyce – od małego, lokalnego periodyku, po ogólnopolską prasę codzienną. Ktoś pomyśli: „nie ma się co dziwić, panie, pracy ni ma, w rządzie kradno…” – wszystko racja. Polacy są tak agresywni, a to dlatego, że nie ma słońca przez siedem dni w roku, a lato bywa czasem niegorące – mówi rzeczowo Kazik. A jeszcze przed wojną śpiewali: Upić się, upić – to jedno, co warto.

Błyskawiczny sukces ostatniej powieści Szczerka (który w Polskę szedł z jedną myślą: jestem Wiedźminem, więc obowiązki mam wiedźmińskie) nasunął mi wniosek, że kraj ten jest przede wszystkim ojczyzną Kajko i Kokosza, nie Miłosza i Gombrowicza, Czterech Pancernych i Psa, nie jakichś panien z Wilka. Wakacje u nas spędza się z duchami, nie rozmyślając nad niewyrażalnym w Wenecji. Bo co, ci z Zachodu to lepsi?

1

Mały Gal Asteriks oraz jego wielki przyjaciel Obeliks reprezentowali Francję na mapie rzymskiego imperium, gdzie kwitło w najlepsze pax romana, lecz także… vis comica. Komiks René Goscinnego i Alberta Uderzo wykorzystał wielką tradycję rzymskiego graffiti, by karykaturalnie opisać przywary i ekstrawagancje wszystkich narodów Europy.

Rzymskie graffiti

Rzymskie graffiti

Zdarzyło się Galom także zawitać do niecywilizowanej jeszcze Ameryki oraz oczywiście do oczka w głowie Juliusza Cezara – Egiptu. Podążający za dwójką przyjaciół (i Idefiksem! – przypomniałby Obeliks) czytelnicy poznali skłonnych do tańca Iberów (dzisiejszych Hiszpanów), zawsze punktualnych Helwetów (Szwajcarów), dowcipnych Belgów, żądnych krwi Gotów i Normanów, a także łagodnie usposobionych, lecz walecznych Brytów, czy wreszcie znanych z zamiłowania do swoich legendarnych tradycji Greków. Asteriks demaskował również mechanizmy kwitnącego w Europie kapitalizmu (gdy galijska wioska stała się światowym centrum  produkcji menhirów) oraz rozwoju popkulturowej mody (wówczas, kiedy trzeba było wychować przybyłego ze starożytnego Paryża – Lutecji – bratanka wodza). Niestety, Galowie nie mogli dotrzeć poza Żelazną Kurtynę i zawitać do Polski. Co by jednak było, gdyby się to udało?

2

Trudno przewidzieć, jak Słowianie przywitaliby galijskich wojowników. Chleb i sól niekoniecznie musiałyby się spodobać zagranicznym gościom, ale już wódka i kiełbasa – jak najbardziej. Choć Asteriks zwykle stronił od alkoholu, Obeliks bardzo często dawał się ponieść libacjom (mocnej głowy to on jednak nie miał). Nadwiślańska gościnność sprawiłaby prawdopodobnie, że nie zabrakłoby ani dzików, ani lasów (bo wiadomo, że u nas się poluje). Co jednak, gdy wierzący w Teutatesa i Belisamę musieliby… pójść do kościoła?

3

Asteriks u Polaków mógłby dowodzić, że to, co rzymskie, nie jest w Polsce zwalczane, a wręcz przeciwnie: istnieje i ma się dobrze. Natomiast gdyby Galowie zechcieli oddać się ulubionej formie rozrywki – tłuczeniu Rzymian – nie mogliby tego zrobić, ponieważ w państwie tym Rzymianie pewnie kroczą po ulicach, nietykalni, w czarnych sutannach. I nic tu nie jest proste. Wszystko w kraju Słowian jakieś niejasne, dwuznaczne, podzielone. Niby „gość w dom, Bóg w dom”, a jednak „witamy w krainie, gdzie obcy ginie”. Te rzymskie kolumny, rozety gotyckie, krasnoludy jak u wschodnich Gotów. Drogi pokręcone, prowadzące prosto w bagniska, łamiące nadwozia. I piękne kobiety, które nienawidzą swoich mężów. Jak tu żyć? Tego nawet Panoramiks nie wie.

4

Lecz może właśnie dlatego Asteriks zostałby wezwany do Polski? Bo panoszą się tutaj wysłańcy Cezara, którzy dysponują niewiarygodną magią, pozwalającą im na dobrowolne wyzyskiwanie społeczeństwa? Ponadto, ich działalność popiera tak wielu, że nie sposób dojść do jednostronnego porozumienia między Polakami. Galowie poznają bardzo skomplikowany problem, Obeliks szybko wypowiada swoje ale głupi ci Polacy. To trudna misja. Nie takich jednak się godziło.

Zawsze jest przecież jakaś mała osada, która stawia wyjątkowy opór. W takich to zazwyczaj lądują galijscy wysłannicy. W nich znajdują zrozumienie, gościnę i bezgraniczną współpracę. Gdzie w Polsce jej szukać. Może, hmm… Radom, ojczyzna sprytnych bab?

5

Sprytne baby z Radomia wydają się na tej mapie prawdziwie druidycznymi jednostkami, potrafiącymi w trudnych czasach i wykarmić wojowników, i oszukać skorumpowaną władzę. Pokątnie handlując czym się da (od domowo robionych papierosów po broń i pojazdy), pokazują galijskim wojownikom, że tu magiczny napój niewiele zdziała, że tu trzeba jak? SPOSOBEM, PANIE KOCHANY.

6

Wojownicy radomscy także posługują się… sposobem. Obeliks mówi, że wyglądają trochę jak Goci, ale w kolorowych strojach niewolników, pochodzących z wyprzedaży. To dlatego, ponieważ ich sposób polega na obrabywaniu pijanych mieszczan-dekadentów i innych uległych imperialnej władzy. Kiedy zapity, nażarty głupek wraca z orgii, wystarczy tzw. „jeden strzał” (słowo to bardzo spodobało się Galom) i już leży. A potem „hyc-hyc” i garść sestercji. Czasem też można ukraść najnowszy model rydwanu, bo słowiańscy kierowcy nie przejmują się przepisami, stworzonymi jedynie dla biedaków i niewolników.

7

Najbardziej rozczarował Galów słowiański festyn. Okazało się, że Rzymianie i ich sługusi urządzają tam sobie orgię na oczach ludu, który nieświadomy niczego bawi się przy… disco polo. Galowie zgodnie stwierdzili, że podobną muzykę gra ich bard Kakofoniks i nie da się tego słuchać, że już lepsze było jodłowanie Helwetów. Do tego paskudne jedzenie, jakiego w domach słowiańskich się nie je, ale na festynie wypada je nie tylko jeść, ale i kupować w sporych ilościach, by sąsiad widział.

Kiedy Galowie wracali z festynu (to była niedziela) zobaczyli wielki korek powozów i stwierdzili, że to całkiem jak u nich, kiedy mieszczuchy z Lutecji wybierają się nad morze. Tylko że u Polaków same małe miasteczka, a morza jak kot napłakał. Co więc się dzieje?

8

Asteriks nie chciał się poddać, więc wpadł na pomysł. Zaprosił Polaka, który wydawał się mądry, by pojechał do nich i zobaczył, co się robi z Rzymianami i słabo śpiewającymi bardami. Wyruszyli więc o świcie w drogę, a po kilku tygodniach dotarli do wioski Galów. Polak na początku sprawiał wrażenie całkiem sympatycznego, szybko jednak zaczął się upijać winem i rozmawiać o polityce. W końcu na biesiadę zaprosił go sam wódz – Asparanoiks. Tu już zaczął się koszmar…

9

Galowie w końcu… poddali się. Jak nigdy w dziejach. Choć nie do końca „poddali”, wszak nie wiadomo było, czy Polacy chcą walczyć z Rzymem, czy nie. Polski charakter okazał się przeszkodą nie do przebrnięcia. Przydałoby im się wielu mądrych druidów, bardzo wielu – stwierdził Asteriks. Druid Panoramiks odrzekł, że druidzi nie mogą istnieć tam, gdzie każdy może zrywać jemiołę. Jedna Polka chciała się ze mną całować pod jemiołą – wspomniał Obeliks. Asteriks i Panoramiks wymienili porozumiewawcze spojrzenia, popukali się w czoło, po czym głośno się roześmiali. A wszystko skończyło się jak zwykle:

10

 

Konrad Janczura

Konrad Janczura

(ur.1988) - akademicki rozbijaka o różnorakiej opinii. Lubi książki i muzykę, pisze naraz o jednym i o drugim. Autor opowiadań, w Ha!arcie prowadzi cykl "Kresy nie istnieją".