modaprl
RECENZJE | 26.01.2015

Areszt za kurtkę parkę („Z politycznym fasonem. Moda młodzieżowa w PRL i NRD”)

Czy zdarzyło Wam się kiedyś spędzić wolny czas w areszcie tylko i wyłącznie przez to, że włożyliście na siebie coś nieodpowiedniego? A może ktoś z Was został opluty przez wzgląd na taką, a nie inną stylizację? Nie? Wyobraźcie sobie, że cofamy się o pół wieku, a Wy wychodzicie na ulicę wystylizowani, dajmy na to, na klasycznego hipstera spod warszawskiej knajpy (tej w okolicach placu z tęczą). Kłujecie w oczy wzorzystymi skarpetkami, bo taką mieliście fanaberię tego poranka. I właśnie ten niewinny element garderoby stanowi idealny pretekst do tego, aby zagwarantować sobie rozrywkę w postaci kilkunastu godzin za kratami. Milutko, prawda?

Opisana przeze mnie sytuacja nie jest przypadkowym dziełem mojej wyobraźni. Kara aresztu czy grzywny za ubiór odbiegający od „stylizacyjnego” standardu, narzuconego przez władze PRL-u, nie była czymś niezwykłym. Dążący do unifikacji i podporządkowania sobie społeczeństwa system starał się konsekwentnie zwalczać wszelkie przejawy buntu i odstawania od ustalonych norm. Jak się okazuje, walka z reżimem i komunistyczną ideologią miała swoje odzwierciedlenie nie tylko w życiu politycznego podziemia, ale także w modzie. Ubiór bywał bowiem manifestacją wolności, zaznaczeniem swojego sprzeciwu wobec założeniom systemu pragnącego zanurzyć cały naród w bezmyślnej szarzyźnie.

To właśnie o tym jest zgrabnie i interesująco napisana książka Anny Pelki Z [politycznym] fasonem. Moda młodzieżowa w PRL i NRD – naukowa pozycja zawierająca mnóstwo zdjęć i informacji z zakresu kultury peerelowskiej Polski i enerdowskich Niemiec. Moim zdaniem obowiązkowe kompendium każdego kostiumografa i wszystkich, dla których moda jest czymś więcej niż sezonową witryną odzieżowych sieciówek.

Czy wiedzieliście o tym, że tuż po wojnie totalnym must have były wojskowe kurtki aliantów? Jeśli ktoś z Was ma w szafie modną od kilku sezonów „parkę” w charakterystycznym kolorze khaki, może się poczuć prawdziwym fashionistą z lat pięćdziesiątych XX wieku. Tuż po wojnie, zarówno w Polsce, jak i Niemczech, towarem luksusowym była konserwa, a co dopiero poszczególne części garderoby. Oczywiście, zakłady krawieckie czy fachowi kreatorzy mody powoli stawali na nogi, ale prawdziwy problem stanowił dobry i ładny materiał, który po prostu nie był dostępny. W pogrążonej w ruinach Warszawie, która była wspomnieniem po ekskluzywnym mieście sprzed 1939 roku, domy mody i projektanci w wolnym tempie przywracali swoje butiki do życia. Jadwiga Grabowska, niezwykła i ceniona przedwojenna projektantka, postawiła sobie za cel utrzymanie wysokich standardów wypracowanych przed okupacją. Mimo panującego wokół chaosu i braku, wolnymi krokami zmierzała do powrotu do francuskiej elegancji – a to tylko jeden z kilku przykładów z samego warszawskiego rynku mody.

Można więc powiedzieć, że ci, którzy jakimś cudem mieli pieniądze albo po prostu postawili na partię, mogli ubrać się naprawdę ekskluzywnie. A co z pozostałą sporą grupą ludzi pozbawionych grosza przy duszy? No cóż, w myśl kolokwialnego wyrażenia „jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma” młodzież chwytała się wszystkiego, co miało strukturę jakiegokolwiek materiału i puszczała wodze kreatywności oraz wyobraźni. Przywołane przeze mnie parki w tamtych czasach były totalnym hitem. Ten, kto miał jakikolwiek element alianckiej garderoby wojskowej albo dostęp do paczki UNRRA, mógł poczuć się zwycięzcą. Odzież mundurowa funkcjonowała jako płaszcze, kostiumy, a nawet ślubne komplety. Marek Hłasko, któremu udało się zdobyć amerykańską kurtkę z pagonami, co prawda mniej kultową niż pożądany płaszcz z podpinką, daje pełen wyraz wyjątkowości tego elementu garderoby w Pięknych dwudziestoletnich: Kupiłem taką: na mojej lewej piersi wydrukowane miałem pięknie nazwisko poprzedniego właściciela: ANDERSON. Farba była tak piekielnie mocna, że nie dało się tego niczym zmyć; w obecności partii i kierownika rady zakładowej tarłem ANDERSONA benzyną i denaturatem; nic nie pomogło. W ten sposób stałem się najelegantszym człowiekiem na całą ulicę Sokołowską (cyt. za: Z [politycznym] fasonem. Moda młodzieżowa PRL i NRD).

Jednak amerykańskie mundury to tylko jeden z wielu „hitów” będących podstawą mody młodzieżowej tamtego czasu. Dżinsy, bez których wielu z Was nie wyobraża sobie wyjścia z domu, początkowo były szyte z płótna żeglarskiego (1850 rok!), a później z bawełnianego materiału i funkcjonowały jako odzież robotnicza. Tymczasem w latach pięćdziesiątych stały się prawdziwym obiektem pożądania – farbowane na niebiesko, za duże, za szerokie i z podwiniętymi nogawkami. Można powiedzieć, że były pewnym prototypem dzisiejszych boyfriendów, które cieszą się popularnością od kilku lat.

Ale czy ma to jakikolwiek związek z polityką? Ano ma. Socjalistyczna władza, zarówno w Polsce, jak i w NRD, łagodnie mówiąc, kręciła nosem na fascynację młodzieży amerykańską kulturą (w tym garderobą). Nie zapominajmy, że przecież kapitalizm naszym wrogiem jest i stanowi ogromne ideologiczne zagrożenie dla młodej krwi, która powinna wyrosnąć na prawowitych obywateli. Jednak noszenie wojskowej kurtki czy niebieskich dżinsów nie było jedynym utrapieniem biednych członków partii. Walka z bikiniarzami, a później miłośnikami Jarocina, Solidarności czy po prostu fascynatami zachodniej mody była prawdziwą udręką. Wszyscy ci, którzy poprzez ubiór zaznaczali swoją osobowość, a tym samym odstawali od ujednoliconego społeczeństwa, byli takimi samymi persona non grata, jak podziemni działacze. Moda bowiem stała się bronią i jedną z niewielu przestrzeni, w której można było się schować przed odmóżdżającym i unifikującym systemem. I wierzcie mi, każdy element garderoby był naprawdę bardzo dobrze przemyślany.

Postanowiłam zatrzymać się w tym miejscu i nie zdradzać zbyt wielu ciekawostek i nowinek. Wspomnę tylko, że idealnym uzupełnieniem lektury Pelki jest film dokumentalny Judyty Fibiger Political Dress, który podobnie jak Z [politycznym] fasonem… podkreśla związek polityki z modą, udowadniając, że to, co nosimy. nie jest pozbawione znaczenia. A sformułowanie z cyklu „poprzez modę wyrażam siebie” to tylko pozornie wyświechtany frazes, w myśl którego jeszcze trzydzieści lat temu można było przeżyć przygodę w stylu „one night in hell”. Serio.

 

Anna Pelka

Z [politycznym] fasonem. Moda młodzieżowa w PRL i NRD

słowo/obraz terytoria, 2014

Liczba stron: 368