springer3
RECENZJE | 16.05.2016

Architektura i arkitekczer (F. Springer „Księga zachwytów”)

Przewodnik po współczesnej architekturze. O co tyle zamieszania? O to, że Księga zachwytów Filipa Springera w bezpretensjonalnej formie dotyka jednego z najważniejszych deficytów polskiej kultury – projektowania budynków i przestrzeni publicznej zgodnie z potrzebami i zasadami egalitarnej demokracji.

W przypadku poprzednich książek Springera przyjemność czerpałem z porozumiewawczego kiwania głową w czasie lektury, głośnego pukania w stronice, zadręczania bliskich odczytywaniem fragmentów. Bo każda z nich (wyjątkiem chyba tylko Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach) to pisarstwo interwencyjne. Powinny trafić do kanonu lektur wszystkich urzędników i samorządowców. A dla opornych stanowić podstawę programu resocjalizacji, kiedy w końcu wybuchnie rewolucja ludzi poukładanych, która obali trwające nieprzerwanie od ponad ćwierćwiecza rządy estetycznych plutokratów. Wtedy zamiast gilotyny czy wtrącenia do lochów spotka ich eksmisja z podmiejskich willi do bałaganu, którego narobili. Za karę będą czytać na głos i po cichu łkać nad swym złym gustem i bezczelnością. Tak będzie (mam nadzieję) już niebawem, ale póki co warto przyjrzeć się konceptowi, którym autor Wanny z kolumnadą przełamuje dotychczasowy ton.

We wstępie tłumaczy swoją decyzję licznymi sugestiami czytelników i zmęczeniem ciągłą walką z brzydotą. Rzeczywistość nam skrzeczy. […] Ciasne osiedla, kolorowe bloki, pseudodrapacze chmur, weneckie pałace pośrodku mazowieckich równin. Dość. Architektoniczne portale i fanpejdże na Facebooku pękają od takich przykładów. Arkitekczer w Polsce kwitnie. A co z architekturą? W kolejnych rozdziałach odpowiada na to pytanie, znajdując liczne przykłady na to, że w naszych realiach jednak da się stworzyć budynki, które nie dość, że będą pełniły swoje podstawowe funkcje, to jeszcze sprawią przyjemność przebywającym w nich ludziom. Choć i tym razem nie obyło się bez bolesnych rozczarowań. Po raz kolejny odżywa sprawa tak zwanego chlebaka, czyli wybudowanego tuż przed Euro dworca w Poznaniu. Mieszkańcy, zmieniając oryginalną nazwę, mówią o nim Poznań Shitty Center. Ale spuśćmy zasłonę milczenia na porażki. Cała Polska wygląda jak akwarium z fajansowym zamkiem ku ozdobie i plastikowym nurkiem, który puszcza bąbelki. Tym większą radość sprawiają budynki udane.

To kilkadziesiąt realizacji, po części opisywanych już w weekendowym cyklu portalu gazeta.pl. Rozsiane są po całej Polsce, głównie w dużych miastach, choć z chlubnymi wyjątkami. Autor przyznaje we wstępie, że trudno było mu zmieścić się w formie ogólnopolskiego przewodnika i znaleźć ciekawe budynki we wszystkich województwach: To okazało się najtrudniejsze, architektoniczna mapa Polski odsłania bowiem smutną prawdę o nierównomiernej modernizacji naszego kraju. Rezultaty słynnej pendolinizacji można dostrzec także w architekturze. Mieszkańcy Warszawy, Dolnego Śląska czy Pomorza mają dostęp do nowoczesnych przestrzeni, ci z Mazur lub Podkarpacia już niekoniecznie. Te problemy widać w dość osobliwym podziale terytorialnym, który Springer stworzył na użytek swojej książki. Małopolska i Świętokrzyskie zajmują wspólny rozdział, a w nim znalazły się tylko dwie budowle spoza Krakowa i Kielc. Kompresji uległy też Podlasie, Dolny Śląsk i Opolszczyzna, Mazury i Warmia, Pomorze i Kujawy oraz Lubelszczyzna i Podkarpacie. Sporo budowli to osiągnięcia poprzedniej epoki, którą często krytykuje się za nieudolność i toporną estetykę. To wiele mówi o stanie naszego rozwoju. W takiej sytuacji wiejska świetlica w Rakowni, wzniesiona dzięki determinacji sołtysa i stowarzyszenia przyjaciół miejscowości urasta do rangi cywilizacyjnego przełomu. Stanowi precedens w publicznych inwestycjach i jednocześnie pozwala na nowo odkrywać regionalną i wiejską tożsamość, którą przez lata spychano na margines społecznego zainteresowania.

Podoba mi się dobór obiektów. Dominują gmachy użyteczności publicznej, osiedla dla Nowaków i Kowalskich, biblioteki (jak krakowska Arteteka w gmachu Małopolskiego Ogrodu Sztuki, stołeczny BUW i rewelacyjna Stacja Kultura w Rumii). Jeśli Springer decyduje się opisywać budowle komercyjne, to sięga po przykłady, które wnoszą w pejzaż nowe wartości – jak zespół pływających domów letniskowych HT Houseboats w Mielnie. W innych wypadkach pozwala sobie na zniuansowaną krytykę, oddzielając urodę projektu od wysyłanego przezeń komunikatu. Wybudowany przez rodzinę Likusów Dom Handlowy Vitkac w Warszawie – budynek udany, choć zarazem służący jako potwierdzenie statusu – stał się symbolem naszego młodego i drapieżnego kapitalizmu. Dziś zdaje się pełnić funkcję, którą przeznaczono symbolowi stolicy sprzed lat – Pałacowi Kultury i Nauki. Lista opisywanych miejsc jest dość krótka i nie sposób oprzeć się wrażeniu, że z braku satysfakcjonujących współczesnych realizacji autor dobrał nieco przykładów z PRL. To nieco karkołomne zestawienie. Ideałem byłoby opisanie obu epok w dwóch osobnych tomach. Pozostaje mieć nadzieję na usunięcie tego mankamentu w drugim wydaniu. Autorowi nie udało się uniknąć także kilku innych potknięć, niedoróbek i błędów. Ich podsumowanie jest jednak zadaniem dla recenzentów z mediów poświęconych sprawom architektury. Szerokiemu gronu czytelników nie zepsują przyjemności z lektury.

Księga zachwytów to jedna z najmniej gorzkich książek Springera. Podobnie jak poprzednie ma charakter użytkowy – jest przystępnym wprowadzeniem do zagadnień, o których debatują socjologowie, architekci, aktywiści miejscy. Pomaga w kontemplacji otoczenia, skłania do refleksji o jakości naszego życia. Pozwala poznać zupełnie nową mapę Polski, porównać nakłady na modernizację i poziom dbałości o ład. Barwne, a zarazem lakoniczne opisy wzmacniają chęć odwiedzania miejsc, gdzie architektura zastąpiła arkitekczer. Ten przekaz wzmacniają zdjęcia wykonane przez autora i projekt graficzny studia Fajne Chłopaki. Księgę otwiera i zamyka kompozycja przypominająca rozgwieżdżone niebo. Bo to przewodnik nie tylko do zachwytów nad istniejącymi budynkami, ale i snucia marzeń o nowoczesnej, dobrze skrojonej Polsce.

 

Filip Springer

Księga zachwytów

Wydawnictwo Agora SA, 2016

Liczba stron: 256

Jan Bińczycki

Jan Bińczycki

(ur.1982) – doktorant na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek zespołu Korporacji Ha! Art. Publikuje, gdzie się da. Z zawodu bibliotekarka.