maxresdefault
ARTYKUŁY | 23.02.2015

„Analogowe” sukcesy youtuberów. O fałszu podziału online/offline

14 lutego 2015 roku serwis YouTube obchodził swoje dziesiąte urodziny. Powiedzieć, że wiele się przez ten czas zmieniło, to w zasadzie nie powiedzieć nic. Ten portal dla wygadanych dzieciaków z kamerami (oraz kilku kotów) stał się znaczącym graczem w wielu dziedzinach – nie tylko tych internetowych. Bohaterowie „online” przechodzą do „offline” – a robią to coraz częściej i coraz łatwiej. Zwłaszcza, że taki podział nie ma już racji bytu.

Nie da się wymienić wszystkich, którym kariera na YouTubie pomogła w osiągnięciu sukcesu poza portalem, przy okazji takich wyliczeń zawsze się kogoś pominie. Można jednak wskazać tutaj kilka głównych nurtów.

I tak: wielu youtuberów pisze książki. Niedawno wydana powieść brytyjskiej vlogerki „urodowej” Zoe Sugg (Zoella) znalazła się na szczycie tamtejszych bestsellerów. Tuż potem wybuchło zamieszanie związane z podejrzeniem, iż tak naprawdę napisał ją jakiś ghostwriter – nie zmniejszyło to jednak jej popularności. Do podobnego przedsięwzięcia przymierza się młodszy brat Zoe, Joe Sugg, a drugą część swojego hitu The Pointless Book pisze podobno jej chłopak, Alfie Deyes (PointlessBlog). Na naszym rodzimym poletku kolejne książki pisze chociażby Maciej Frączyk, czyli Niekryty Krytyk – w ciągu dwóch lat (2012–2014) napisał ich już cztery i chyba nie zamierza przestać. Lekko Stronniczy, czyli Karol Paciorek i Włodek Markowicz, także podjęli taką decyzję i z pomocą Znaku wydali swoistą autobiografię swojego kanału.

Tenże sam Frączyk od października 2011 do czerwca 2012 prowadził w Radiu Zet własną audycję w ramach porannego pasma Dzień dobry bardzo. Brytyjskie BBC Radio 1 zaangażowało w 2013 do podobnego zadania parę Daniel Howell (danisnotonfire) i Phillip Lester (AmazingPhil). Od tego czasu ta stacja zaczęła zapraszać w swoje progi coraz więcej brytyjskich gwiazd YouTube’a, co doprowadziło we wrześniu zeszłego roku do powstania pasma The Internet Takeover, gdzie rolę zmieniających się rotacyjnie prezenterów pełnią najczęściej subskrybowani na YouTubie Brytyjczycy.

Także w Wielkiej Brytanii youtuberzy dostali szansę „przygrillowania” tamtejszych polityków. W ramach kampanii Leaders Live liderzy poszczególnych partii przez godzinę odpowiadają na żywo na pytania zadawane poprzez social media, przede wszystkim Twittera. Na sali znajduje się także grupa młodych ludzi, z którą dany polityk rozmawia na bieżąco. W rozmowach uczestniczą youtuberzy tacy jak Myles Dyer, Jack Harries (JacksGap) czy Rebbeca Brown. Cała akcja ma na celu przeprowadzenie debaty przed majowymi wyborami do brytyjskiego parlamentu, w której głos zabierają pomijani wcześniej przedstawiciele grupy wiekowej 16–24 lata.

Nie sposób też wymienić wszystkich telewizyjnych show, których szansę tworzenia dostali youtuberzy na całym świecie. Uczestniczą oni w licznych festiwalach, uroczystościach, talk-show itd. Tyler Oakley, amerykański vlogger, jest prezenterem i/lub przeprowadza wywiady na rozmaitych czerwonych dywanach. Zespół Pentatonix, pięcioro Amerykanów śpiewających a cappella, dostał tegoroczną nagrodę Grammy w kategorii „najlepsza aranżacja utworu” Nie wspominając już o tym, że chociażby Justin Bieber został zauważony właśnie dzięki amatorskim nagraniom zamieszczanym na YouTubie. Z kolei Rebbeca Black, autorka utworu Friday, przebyła niemal całkowicie odwrotną drogę. Po tym, jak jej piosenka stała się niespodziewanym hitem internetu, założyła ona swoją własną wytwórnię muzyczną RB Records, a także rozpoczęła regularną aktywność na swoim kanale na YouTubie, przez co stała się także znaną vloggerką.

Przykłady można by mnożyć, kolejny wielki worek stanowią chociażby rozmaite kontrakty reklamowe. Tylko co z tego wynika? Jak zwykle: to zależy, czego się szuka. Najbardziej być może górnolotnym wnioskiem jest ten, że warto samemu spróbować szczęścia na YouTubie – mimo coraz większej konkurencji, osiągnięcie tam sukcesu wciąż jest znacznie prostsze niż w wielu innych dziedzinach. Można się także zastanawiać, po co youtuberom to wszystko? Traktowanie YouTube’a jako bramy do „świata offline” chyba nie wchodzi w grę – przynajmniej tak należałoby wnioskować z wypowiedzi samych zainteresowanych. Wszystkie dodatkowe działania, jak pisanie książek czy prowadzenie audycji, „zdarzają się” niejako przypadkiem, przy okazji. Największy nacisk pozostaje wciąż na „świecie online” – i na tym styku natrafia się chyba na najwięcej nieporozumień. Podział na dwa światy jest de facto upraszczający i, cóż, nieprawdziwy. Dzisiejsza rzeczywistość jest pomieszaniem, przenikaniem się tych dwóch dziedzin, momentem, w którym nie da się już tak jednoznacznie podzielić wszystkiego na „wirtualne” i „rzeczywiste”. Wielu wciąż próbuje, dając tym samym dowód pewnej nieznajomości otaczającego ich świata.

To oczywiście nie tak, że dosłownie każde nasze działanie w internecie ma równoległe konsekwencje w świecie fizycznym i vice versa. Przede wszystkim jednak, nie można traktować YouTube’a jako świata próbnego, przedsionka do „prawdziwych triumfów” – to nie wylęgarnia, to miejsce i „cel” dla odnoszących sukcesy.